O sobie   Moje bieganie   Moje książki    LA-Statystyka

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

Śniadanie tuż przed wyruszeniem na podbój Księżyca.


W drodze do rakiety.


Start...


.


.



.


.


.


.


.


.


.


.


.


W Archiwach Narodowych w Waszyngtonie znajduje się kopia notatki z 18 czerwca 1969 r., zatytułowanej "Na wypadek katastrofy na Księżycu". Notatka zawiera tekst orędzia, które prezydent Richard Nixon (z prawej) miał wygłosić, gdyby astronauci nie byli w stanie powrócić na Ziemię:
"Zrządzeniem losu ludzie, którzy wyruszyli na Księżyc, by w pokoju go badać, pozostaną na nim, by spocząć w pokoju. Ci dzielni ludzie, Neil Armstrong i Edwin Aldrin, wiedzą, że nie ma już dla nich nadziei na ratunek. Ale wiedzą też, że z ich ofiary płynie nadzieja dla całej ludzkości. Ci dwaj ludzie składają swoje życie na drodze do osiągnięcia najszczytniejszego celu ludzkości: poszukiwania prawdy i wiedzy. Będą opłakiwani przez rodziny i przyjaciół; będą opłakiwani przez swój naród; będą opłakiwani przez wszystkich ludzi ich świata; będą opłakiwani przez Matkę Ziemię, która odważyła się wysłać dwóch swoich synów w podróż w nieznane. Ich misja sprawiła, że wszyscy ludzie tego świata poczuli się jednością; ich ofiara umocni braterstwo ludzkości.
Starożytni spoglądali w gwiazdy i widzieli w ich konstelacjach swoich bohaterów. Dziś czynimy to samo, lecz nasi bohaterowie to dzielni ludzie z krwi i kości. Inni pójdą w ich ślady i odnajdą drogę do domu. Poszukiwania ludzkości nie zostaną przerwane. Ale ci ludzie byli pierwszymi, i pozostaną pierwszymi w naszych sercach. Bo każdy człowiek, który w przyszłości zwróci nocą wzrok na Księżyc, będzie wiedzieć, że jest zakątek innego świata, który na zawsze pozostanie świadectwem ludzkości".
Po orędziu łączność radiowa z uwięzionymi na księżycu astronautami miała zostać przerwana, a kapłan miał, w nawiązaniu do ceremoniału morskich pogrzebów, powierzyć dusze umierających astronautów "Najgłębszej z głębi".


.



.


.


.


.


.


Transmisję z lądowania człowieka na Księżycu widziałem na żywo w telewizji! Tata obudził mnie ok. 4 rano z informacją, że za moment pierwszy człowiek postawi swoją stopę na Księżycu. (Niechętnie) wstałem z łóżka, ale gdy się rozbudziłem z zaciekawieniem obejrzałem (bardzo niewyraźną) transmisję w naszym "Klejnocie" (pamiętacie taką markę telewizorów - czarno-białych, rzecz jasna)?


Tak wyglądałem w roku 1969 (uwaga - zdjęcia nadgryzione zębem czasu) :)))


Na placyku przy skrzyżowaniu ulicy Kościuszki z Krasińskiego: ja z bratem Sławkiem, Marek Matlakiewicz z bratem Krzysztofem, z tyłu Leon Białuga.


Siedzą od lewej: Andrzej Janiszewski, Roman Stabrzyński, ja i Marek Grześkowiak. Z tyłu: Marek Matlakiewicz i Leszek Żyża.


Zdjęcia - Internet i archiwum własne.


Copyright 2009 Jerzy Skarżyński