O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   LA-Statystyka

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

24 stopnie na wyjściu o godz. 9:30. Waga 69,9 kg.


Bez mojego POWERADE bym nie zaryzykował. Miałem 4 bidoniki po 100 ml.


Start. Tętno już teraz mam 72! Zwykle na wyjściu jest rzędu 60-64. Fakt - trochę się denerwuję, gdyż czeka mnie kawał pracy.


Zbieg ul. Szafera w kierunku al. Wojska Polskiego.


Al. WP na wysokości jednostek wojskowych przed Głębokim.


Jestem przy jez. Głębokim i przy pętli tramwajowej.


Od Głębokiego biegnę ścieżką rowerową w kierunku Pilchowa. Kiedyś cały czas biegałem lewą stroną szosy.


Przed Pilchowem jest 300-metrowy podbieg. Na szczęście, gdy będę wracał zamieni się on w zbieg ;).



Ten "pomnik" to granica administracyjna Szczecina. Dalej jest Pilchowo


Wybiegam z Pilchowa.


Na tej kilometrowej prostej biegałem w listopadzie 1989 roku kilometrówki przed wylotem na maraton w Fukuoce. Śniegu wszędzie było tyle, że tylko tu mogłem zrealizować kilometrówki. Biegałem po asfalcie ścieżką wyjeżdżoną przez autobusy. Ruchu prawie nie było, więc bez problemu zrobiłem tu ten trening. Dzisiaj w tym miejscu zawsze przypominam sobie ten trening.


Tu skręca się do Bartoszewa (w lewo).


Ja biegnę na Tanowo. Tu mam ok. 300-metrowy lekki podbieg


Na końcu kilometrowej prostej jest Tanowo.


Do Tanowa skręca się w lewo, ale ja biegnę obwodnicą na Police - w prawo.


Kolejna kilometrowa prosta.



...na jej końcu w prawo na Police.


Teraz kilka zakrętasów, dla urozmaicenia po tych nudnych prostych...


Ale potem znów prosta, przed Trzeszczynem.



Na lewo pomnik przy drodze do Zakładów Chemicznych.


A to dobieg do Trzeszczyna.


Przy wybiegu słyszę nagle: "Witam trenerze". To Przemek - mój były podopieczny na treningu kolarskim z polickimi triatlonistami.


Rura nad drogą, więc osiągam granicę Polic.


Jeszcze 200 metrów i nawrót....


Przy tym przejściu dla pieszych. To mój "odwieczny" turn point.



Wyszło 14,8 km w 1:03. Nogi niosły, bo to była moja "odwieczna" trasa do szybkiego biegania, więc nogi same biegną.


Przy okazji to już drugi punkt odżywczy. 100 ml POWERADE i... z powrotem.


Teraz będzie szybciej, bo to powrót.



Gdy złapałem kilometr w 3:59 lekko się wystraszyłem. Wolniej!


Znów w Trzeszczynie.


W prawo do Tanowa, ale ja wybieram swoją drogę do Szczecina.


Znów kilometr w 3:59. WOLNIEJ!!!.


Jeszcze tylko 10 km i będę w domu.


Przed skrętem (w prawo) do Bartoszewa.


Przystanek z Bartoszewa w kierunku Szczecina. Ten las po prawej stronie...


...25 lat temu miał wysokość... metra! Gdy spadło dużo śniegu przebijały się tylko czubki drzew. A dzisiaj - drzewa na 10 metrów!


Dobieg do Pilchowa.


W Pilchowie spotykam kolegę - Adama. Jeździ dla zdrowia rowerem, ale i biegać się nie boi. 5 km przebiega bez trudu.


Towarzyszy mi do Szczecina i dziwi się, że ja biegnę i bez problemów... rozmawiam. On tak nie potrafi ;)


Przy Głębokim.


Znów al. WP przy jednostkach, ale widziana z drugiej strony.


Na kortach pełne obłożenie. Tak gorąco, a oni grają ;)


Ostatni podbieg ul. Szafera.


KOOONIEC.


Schudłem na twarzy? :)))


Ja już zakończyłem, a Arek Skrzypiński dopiero wyjeżdża na trening.


Teraz jest 28 stopni. Waga... 67,0 kg. Niewiarygodne! Nie czuję, że aż tyle wypociłem.


Copyright 2008 Jerzy Skarżyński