|
O sobie Moje bieganie Moje książki Biegaj ze mną Zestawienia Kalkulator |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
DEBIUTANCI MARATOŃSCY NA STARTCzy
można osiągnąć metę 42-kilometrowego dystansu biegu maratońskiego,
jeśli teraz już po 5-6 minutach lekkiego biegu dostaje się takiej
zadyszki, że serce niemal wyskakuje z klatki piersiowej, a nogi wymiękają
jak stal w temperaturze 1000˚C? Trudne pytanie – trudna
odpowiedź. Niewiadomych za dużo! Trafna odpowiedź zależy od
znajomości wielu innych warunków brzegowych. Jeżeli sformułowane są
one następująco: -
brak lekarskich przeciwwskazań do biegania i dobry stan
zdrowia, -
BMI (waga w kg dzielona przez kwadrat wysokości wyrażonej w
metrach) – poniżej 30 (brak otyłości), -
okres przygotowań: 26 tygodni, -
płeć – nieokreślona, -
wiek: nieokreślony, ale minimum 18 lat, -
możliwości czasowe na trening: 3-4 razy w tygodniu. Początkowo
40-70 minut, ale po 10 tygodniach przygotowań wstępnych 40-120 minut
na jednostkę treningową, -
determinacja w realizacji celu: bardzo duża (systematyczność
treningów niemal 100%), wtedy
moja odpowiedź brzmi: są realne szanse, by na linii mety maratonu
unieść ręce do góry w geście zwycięstwa nad swoimi fizycznymi i
psychicznymi ułomnościami, udowodnić sobie i innym, że należysz
do grona ludzi nieprzeciętnych. Ale
uwaga: pierwsza sprawa – osiągnięcie celu wymaga skupienia się
w okresie przygotowań nie tylko na części biegowej treningów, ale
także na – nie mniej ważnej – części sprawnościowej,
czyli na gimnastyce rozciągającej (GR) i siłowej (GS). Druga
– zauważ, że dotarcie do mety maratonu wcale nie oznacza
dobiegnięcie. To istotna różnica! Zakładam, że podstawą
poruszania się po trasie debiutującego maratończyka ma być bieg,
lecz przy tych założeniach wstępnych nie wykluczam marszobiegu,
czyli wolnego biegu przeplatanego odcinkami marszu. I trzecia –
realizacja celu zakłada skrupulatne realizowanie na zawodach założonej
taktyki biegu (o tym niżej), bez czego te półroczne przygotowana
mogą okazać się warte „funta kłaków”. Pasuje? Jeśli
tak – oto moja propozycja półrocznych przygotowań: ·
I
okres – ZOSTAŃ BIEGACZEM: 10 tygodni Tych 10 tygodni musi dać ci przepustkę do grona biegaczy, a wyznacznikiem tego jest umiejętność nieprzerwanego biegu w czasie co najmniej jednej godziny. Dopiero wtedy będziesz mógł o sobie mó wić, że
jesteś biegaczem! Przez pierwsze 3 tygodnie podstawowym środkiem do
realizacji zadania jest marszobieg. Od 4. tygodnia jest to już niemal
bieg ciągły z jedną 2-lub 3-minutową przerwą w marszu. Po
zakończeniu
części biegowej każdego
treningu obowiązkowo
musisz wykonać serię ćwiczeń GR (min. 7-8’), zaś po nich
jeszcze serię ćwiczeń GS (min. 10’). Jeżeli masz podczas
biegu pulsometr, na razie niech cię nie przeraża bardzo wysokie tętno
podczas biegu. Potrzeba kilku tygodni regularnego treningu, by serce
zaakceptowało twoją nową pasję i... poddało się, gdy zrozumie,
że to dla jego dobra. I nie tylko jego.
* - sobota, gdy jest możliwość czterech dni treningowych w
tygodniu. ** - przerwa w marszu ujęta w nawias tylko dla trenujących 4 razy w tygodniu. Przez
kilka pierwszych tygodni musisz truchtać, czyli biec na pograniczu
marszu – tak, że „wolniej nie można”. I nie ma
znaczenia, że czujesz, iż możesz biec szybciej! Gdy przeholujesz, złapie
cię kryzys, którego możesz nie pokonać. Wtedy łatwo wmówisz
sobie, że „to nie dla mnie”, a to nieprawda! Podstawą
skuteczności tego planu jest nie sam marszobieg, ale przede wszystkim
systematyczność w realizacji tak części biegowej, jak i ćwiczeń
GR oraz GS. To one wzmocnią twój organizm, by podołał
niespodziewanym wyzwaniom, które przed nim stawiasz. Zakończeniem
tego okresu może być sprawdzian, czyli udział w zawodach (na
dystansie maksimum 10 km!). Warunek jest jeden: celem startu jest
tylko (i aż) ukończenie biegu. Nie planuj żadnej walki z rywalami,
ani wyniku końcowego. To melodia przyszłości. Na razie masz jednego
„wroga” – swój własny organizm, o którym ciągle
wiesz za mało, by przewidzieć jego reakcję na zbyt odważne
wyzwanie. Masz przebiec bez zatrzymania, pamiętając by nie dać się
ponieść nogom na pierwszych kilometrach. Dlatego biegnij z głową,
a nie bez głowy! O to nie trudno w gromadzie walczących biegaczy,
gdy adrenalina pobudza do „nadludzkich” zachowań. Ty
walczysz o coś innego. Na razie! Przekonasz się jednak, że samo ukończenie
biegu sprawi ci już dużo radości. Jeśli przy tym zrobisz to bez
przerw w marszu będziesz wniebowzięty. Bez względu na zajęte
miejsce i wynik na mecie. To będzie przecież twój pierwszy rekord
życiowy! Gdyby w tym pierwszym okresie pojawiały się jakiekolwiek problemy z realizacją planu, utrzymaniem tempa rozwoju, radzę powtórzyć poprzedni tydzień, a nie starać się biegać „za wszelką cenę” wg tego harmonogramu. Bez dużej dawki rozsądku twój rozwój biegowy może się okazać mrzonką. Pamiętaj, że nogi, serce i płuca mogą czasami nie wytrzymywać, ale głowa musi być odporna na takie problemy! ·
II okres
– STABILIZACJA: 8 tygodni Jeśli
jesteś „na bieżąco” z planem – gratulacje. Możesz
już o sobie mówić – jestem biegaczem! Jeśli nie – nie
przejmuj się opóźnieniem. Poświęć z tego okresu kilka
„brakujących” tygodni, by nadrobić zaległości. Wszak
cel uświęca środki. Gwarantuję, że do Maratonu Warszawskiego zdążysz
.
Mimo,
że jesteś już biegaczem twoje umiejętności są jeszcze
„cienkie”. Ba - łatwo możesz je stracić! Teraz przed
tobą okres stabilizacyjny, który
pozwoli ci ugruntować twoją „formę” Czujesz, że cudzysłów
jest konieczny? Jeśli nie – uważaj! Masz teraz kilka tygodni
na upajanie się swoimi „niesamowitymi” możliwościami.
Przecież nie tak dawno tym słowem oceniałeś innych biegaczy. Z
pewnością nigdy byś się u siebie takich nie spodziewał. A teraz i
ty jesteś niesamowity! Czas nabrać większej pewności siebie, a
potem kontynuować rozwój. Kto się nie rozwija, ten się cofa
– także biegowo! Jak
widzisz, nie ma już w planie GR i GS. No, niezupełnie nie ma! Co to,
to nie! Powinieneś mieć to już tak zakodowane w umyśle, że robić
je musisz niemal automatycznie. Chociaż teraz trochę inaczej. Ale po
kolei. Możesz już biegać trochę szybciej. Tętno powinno się
ustabilizować i raczej nie powinno już „wariować”. Pamiętaj,
że swobodny bieg to 70-80% tętna maksymalnego, ale staraj się biegać
w dolnych granicach „normy”. Praktycznie – tempo
biegu powinno umożliwiać ci swobodną rozmowę. Gdy tchu zaczyna
brakować, to znak, że biegniesz za szybko – zwolnij! W planie
są już przebieżki i pasywny kros. Po zakończeniu założonego
odcinka nieprzerwanego biegu, ale przed
przebieżkami
musisz zrobić stały zestaw ćwiczeń GR. Koniecznie! Do tego GS jak
zawsze – po powrocie do domu. Pasywny kros i WB nie wymagają
rozgrzewki, więc i GR, i GS rób tradycyjnie – po zakończeniu
biegu. W tym okresie uważaj, by nie dać się sprowokować do startów w zawodach. Możesz oczywiście gdzieś się znów sprawdzić, ale ma to być wyjątek. Dystans też nie może być dłuższy niż 10 km. Gdy wskoczysz na głęboką wodę zbyt wcześnie możesz... utonąć w otmętach startomanii. Musisz okrzepnąć jeszcze w treningu, a nie zauroczony atmosferą imprez biegowych (wspaniałą zwykle!) obcinać już kupony ze swej „formy”. Pamiętaj – na razie celem jest ukończenie Maratonu Warszawskiego, a ty aby to osiągnąć musisz jeszcze pracować na treningach, a nie sprawdzać co tydzień czy masz coś, czego jeszcze nie masz! ·
III okres
– STABILIZACJA STABILNOŚCI: 8 tygodni Nie
zdziwi mnie, gdy zdziwi cię moja nazwa tego okresu! Myślisz, że
umiesz już tak wiele, by rozpocząć BPS, czyli okres bezpośredniego
przygotowania startowego? Tak to się nazywa fachowo. Na BPS przyjdzie
czas – kiedyś. Spokojny, choć coraz dłuższy, a przez to
lekko intensywniejszy trening nie nadweręży twoich sił. Bądź
silny spokojem, czyli Siłą Spokoju! To się opłaci 18 września,
podczas maratońskiego debiutu.
Analizowałem
wiele planów przedstartowych dla debiutantów. W ostatnich tygodniach
roi się w nich zwykle od „x kilometrów biegu z prędkością
maratonu”, mocniejszych „dwójek”, czy „piątek”.
Ja zalecam bezpieczniejszą drogę do celu. Debiutant powinien być
bowiem pod szczególnym „nadzorem” trenerów. Porażka
podczas debiutu może być jego ostatnią porażką na biegowych
trasach. Nie dlatego, żeby potem były same sukcesy, ale dlatego, że
nie będzie już nigdy następnej próby! Papier przyjmie wszystko,
ale z praktyki wiem, że zwykle trzeba raczej hamować
„wyczynowe” zapędy wielu kandydatów na maratończyków.
Ambicja ich bowiem zżera. Wiadomo – apetyt rośnie w miarę
jedzenia, ale umiar jest w tym przypadku ze wszech miar wskazany. Najpierw
półmaraton. To już dość poważna próba, choć zaledwie pół
maratonu. Przydaje się taki sprawdzian, choć przestrzegam, żeby nie
wyciągać z niego zbyt daleko idących wniosków. Ani dobry, ani zły
wynik niczego nie przesądza, choć „lepiej być zdrowym i
bogatym, niż biednym i
chorym”. Wiadomo jedno – połowa sierpnia to zwykle
jeszcze upalne lato. A wtedy nie biega się lekko. Jeśli masz
organizm wrażliwy na upał „próba generalna” przed
maratonem, nawet pomimo wielu punktów z napojami na trasie, może
wypaść mało budująca, gdy tymczasem wszystko „gra”! Przed pół rokiem zaczynałeś niemal od zera, nie miałeś żadnych wcześniejszych doświadczeń biegowych. Celem było i jest nadal osiągnięcie mety biegu maratońskiego. Jeśli byłeś pilnym uczniem, cel jest w twoim zasięgu. Teraz już tuż, tuż! Jestem pewien, że osiągniesz linię mety, jeżeli zdecydujesz się na ostrożny bieg od samego startu. „Maraton zaczyna się po trzydziestce” powie ci przed biegiem wielu maratończyków, którzy doświadczyli mąk i katuszy na ostatnich 10 km. Powód – przecenienie swoich możliwości w pierwszej części biegu. Ja mówię początkującym (i nie tylko!) to samo, choć zgoła inaczej: „Maraton zaczyna się po trzydziestce, bo do 30 km trzeba dobiec jak najmniejszym kosztem energii, wręcz doczłapać. Po minięciu 30 km można wreszcie zacząć bieg. Wtedy maraton po trzydziestce nie będzie się... zacinał, ale faktycznie zaczynał”. Jeśli pobiegniesz rozsądnie od startu, masz szansę dobiec do samej mety. Jeżeli przesadzisz w którymś miejscu, niesiony na falach wszechobecnej wtedy w organizmie adrenaliny, będziesz pewnie zmuszony „po trzydziestce” maszerować, tak jak to przewidywali niektórzy „doświadczeni”. Nie bój się tego! To dla ciebie dozwolona forma pokonywania trasy. Błędy tego biegu będą dla ciebie ostrzeżeniem przed następnymi. Przecież „mądry Polak po szkodzie”. Życzę ich jednak jak najmniej. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Copyright 2005 Jerzy Skarżyński |