|
O sobie Moje bieganie Moje książki Biegaj ze mną LA-Statystyka |
|
|
|
Ruszyli o 10:00
Marcin Fehlau (nr 6) mówił, że czołówka ma pokonać
połówkę w 1:06:30, czyli na wynik końcowy 2:13:00. Pomagać będą dwaj biegacze z Białorusi. Gorzej, że czołówkę stanowić miało tylko kilku biegaczy: Wójcik (nr 1), Ochal (nr 2), Szost (nr 5), Fehlau oraz debiutujący w maratonie Kenijczyk. To - moim zdaniem - mało, żeby ta lokomotywa
pędziła z wymaganą bezwładnością!
Po starcie wszyscy zajęli "z góry upatrzone pozycje".
Znaleźć właściwe miejsce w tym tłumie to jednak sztuka, która nie każdemu się udaje!
A oni biegli...
...i biegli
cdn ...i biegli ...i biegli ...i biegli
...i biegli ...i biegli ...i biegli. Z radością wspominam czasy, gdy i ja
pokonywałem ulice Dębna jako maratończyk, ale - z ręką na sercu - zrobiłem swoje, wystarczy! Teraz niech walczą inni. Powodzenia! Chyba intensywnie świecące słońce
spowodowało, że plany międzyczasów uległy korekcie. 15 km czołówka pokonała bowiem równo w 48 minut, czyli na 2:15. I dobrze zrobili! Zaskoczeniem był brak w prowadzącej grupie Kenijczyka, ale jako debiutant sam pewnie nie wiedział jak się zachowywać na trasie. Dr Wojciech Ratkowski - mistrz Polski z Dębna w
1984 roku (2:12:48), wykorzystał obecność na imprezie do pomiarów naukowych. Kamerą kręcił wybranych zawodników, by potem dokonać analizy biomechanicznej ich biegu. A oni ciągle biegli... ...i biegli ...i biegli ...i biegli ...i biegli
...i biegli ...i biegli ...i biegli
...i biegli ...i biegli ...i biegli ...i biegli ...i biegli ...i biegli.
Gdy prowadząca grupa kończyła drugą rundę
zaskoczenia były dwa: brak Wójcika i... obecność w czołówce Kenijczyka, który dogonił jednak prowadzących, by czasami nawet dyktować swoje tempo. Czyżby był to "czarny koń" zawodów? Jak się okaże na mecie - za te "harce" zapłaci potem ledwie 6. miejscem i wynikiem
ponad 2:20. Od Kenijczyków więcej się wymaga, prawda Sylwek? A i debiut nie jest usprawiedliwieniem ;) Radny Dębna - Andrzej Brzozowski, mimo choroby
postanowił wystartować. Ot tak, by znów dobiec do mety. "Jeżdżę na imprezy po Polsce, a tu miałbym nie wystartować?" - mówił zachrypniętym głosem. Piotr, po półrocznej przymusowej przerwie od
biegania, jest teraz wszędzie. Na pewno pobiegnie też za tydzień we Wrocławiu.
"Mój" pobiegujący dentysta Grzegorz
(stoi obok mnie), zapowiedział swój debiut maratoński w Dębnie za rok. Trzymam za słowo, Grzegorz! Iwonka przed swoim debiutem maratońskim
przyszła do mnie po ostatnie rady i "namaszczenie". Tylko 2 minut i 35 sekund zabrakło jej do złamania granicy 4 godzin. Jak na debiut super, Iwonko! Do kolejnej granicy - 3 godzin - "tylko" godzinka. Trenuj systematycznie i rozsądnie, a dasz jej radę! Wojtek "odbierał" na mecie swego krajana z
Trójmiasta - Mariusza, któremu kontuzja uniemożliwiła wykonanie planu. W kolejnym starcie będzie już wszystko OK! Marian przebiegł teraz tylko jedną rundę, ale
po operacji łąkotki szybko wraca do pełnej dyspozycji. Za rok na pewno będzie walczył do mety, chociaż życiówka sprzed kilku lat (2:52!) raczej już nigdy nie będzie zagrożona. Lat i... kilogramów przybywa nieubłaganie ;) Artur - poznański "maniac" biegowy w słońcu
może się opalać, a nie biegać maratony. Ten temat ma już sprawdzony, więc postanowił dobiec do mety, a nie walczyć. Swoje 3:05:55 - nabiegane na luzie, bez angażowania się - przyjął z zaskoczeniem. A w najbliższą niedzielę... Madryt. Żeby Cię tylko głowa nie rozbolała od
oglądania "cudów Madrytu" położonych przy trasie. Bo nie rozboli Cię od presji rekordowego wyniku. Na rekord pójdziesz jesienią, u siebie - w Poznaniu ;) Mistrzowskie zdjęcie: z Wojtkiem Ratkowskim - mistrzem Polski w
maratonie i z Antkiem Cichończukiem - mistrzem Europy 55-latków na 10 000 m z ub. roku. |
|
Copyright 2005 Jerzy Skarżyński |