O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   LA-Statystyka

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

W oczekiwaniu na start w hotelowym pokoju - z Kaziem LASECKIM (LEGIA Warszawa) oraz z moimi podopiecznymi: Robertem KOWALSKIM (1 500-3:45, 5 000-13:50), Andrzejem ADAMOWSKIM
(1 500-3:51) i Robertem MITAKIEM (1 500-3:47), którzy dopingowali i pomagali mi na trasie.


Na rozgrzewce. Z prawej mistrz Polski 1984 - gdańszczanin Wojtek RATKOWSKI, dzisiaj... dr hab. prof. nadzw. Wojciech RATKOWSKI. Dla mnie Wojtek :)))


Zostałem wytypowany do ceremonii otwarcia maratonu do wciągnięcia flagi państwowej na maszt. Zaszczytny obowiązek, więc nie odmówiłem.


Tuż przed strzałem startera...


W 2008 roku linia mety usytuowana była niemal w tym samym miejscu. Wyburzono już jednak mały domek z lewej strony.


...którym był dwukrotny mistrz olimpijski w maratonie - Waldemar CIERPIŃSKI.


W 2008 roku sklep z kosmetykami nadal nazywa się WENUS :)


Wybiegamy z Dębna. Do półmetka mieliśmy pomocników, m.in. Ryszarda MARCZAKA (249), Wiesława DUBIELA (90) i Leszka HELAKA (89), którzy mieli dyktować tempo na 1:06:00 na półmetku.


Od startu mijamy każdą piątkę po 15:30. Trochę za szybko!


Wybiegamy z Dargomyśla - wtedy biegło się na trasie Dębno-Cychry-Dargomyśl-Dębno, teraz w przeciwną stronę. Z lewej (w białej czapce), wielokrotny mistrz Polski - Zbyszek PIERZYNKA, który wspierał w tym biegu innego "krakowiaka" - Wiktora SAWICKIEGO.



Kończymy drugą rundę. Kontroluję bieg, biegnąc obok Tadeusza ŁAWICKIEGO, by zaatakować zaraz po wybiegnięciu z Dębna na ostatnią pętlę.


2008: trochę zmieniono przebieg trasy. Plac Światowida nie jest już obiegany (a przy okazji - jak widać "zaklejono" okna na budynku z prawej strony)


Przy placu Światowida utworzono nawrót - zawodnicy zawracają na ulicy, by biec z powrotem.


.


Odrywam się bez problemów od rywali, rozrywając stawkę, ale po uzyskaniu 20-30 m przewagi czuję lekkie skurcze w prawym udzie. "Tupię" nogą w asfalt i lekko odciążam prawą nogę stawiając ją inaczej niż zwykle na asfalcie. Zwalniam jednak i zostaję doścignięty przez zaskoczonego takim obrotem sprawy Sawickiego. "Ja mam już po biegu" - mówię do niego, ale on namawia mnie, bym nie rezygnował.
Przez pewien czas biegniemy razem...


2008: to chyba ten zakręt?


...ale w Dargomyślu czuję się już lepiej, więc... znów mocno atakuję. Uzyskuję szybko około 40-50 m przewagi. "Jeszcze tylko 4 km i będę wreszcie mistrzem Polski" - myślę zaciskając zęby.


Niestety - nagle pojawia się piekący ból stopy, który wytrąca mnie z miarowego rytmu biegu. Muszę zwolnić! Wiktor wyprzedza mnie na linii 40 km i staje się liderem biegu. Ja "kuśtykam" do mety zdołowany psychicznie, gdyż sił i powietrza mi nie brakuje, ale przeszywający całe ciało ból stopy uniemożliwia mi normalny bieg. Nie byłem w stanie nic zrobić, modląc się tylko w myślach, by nie stracić miejsca na podium.
W Dębnie ceremonia dekoracji miała dla mnie zawsze magiczny wymiar i marzyłem, by stanąć znów (czyli już po raz trzeci) na którymś ze stopni podium, niechby i tym trzecim, byle tam stanąć! Ale miałem świadomość tego, że gdyby dogoniło mnie wtedy dwóch rywali, nie byłbym w stanie z nimi walczyć.
Po 40. kilometrze ani razu nie obejrzałem się do tyłu, by nie prowokować biegnącego 100 metrów za mną Tadzia Ławickiego do prób dogonienia mnie. Potem dowiedziałem się, że i on miał wtedy chwile słabości i pilnował "swojego" trzeciego miejsca przed goniącym go FURMANKIEM, nie marząc o ataku na drugi stopień podium.


2008: tak to teraz wygląda. Przepraszam, ale zdjęcie nie wyszło mi ostro.


Jeszcze 100 metrów i koniec męczarni.


2008: jeszcze 100 metrów i drugi na mecie ma koniec męczarni ;)


Mam srebro! 2:12:56 - "kuśtykając" 4 km do mety!


Teraz dopiero stopa zaczyna naprawdę boleć. Nie mogę zrobić jednego kroku, chociaż przed chwilą przecież jeszcze biegłem, jeśli bieg ledwie po 3:25/km mogłem nazwać biegiem, a nie kuśtykaniem ;)


Do namiotu medycznego odprowadza mnie lekarz kadry - dr Małgorzata PUCHAŁA.



To lubiłem! Ale kto tego nie lubi :)))



2008: medaliści MP, w tym jeden z minimum olimpijskim. Ciekawostka: Sawicki mimo uzyskania minimum jednak na igrzyska nie poleciał. Tfu, odpukać!


Jestem aż i tylko wicemistrzem Polski. Nie wiadomo czy się cieszyć, czy płakać? ;)



2008: wicemistrz Polski z roku 1988 w rozmowie z wicemistrzem Polski z 2008 - Rafałem WÓJCIKIEM :)))


.



DĘBNO 1988:
1. Wiktor SAWICKI - 2:12:26
2. Jerzy SKARŻYŃSKI - 2:12:56
3. Tadeusz ŁAWICKI - 2:13:20
4. Wiesław FURMANEK - 2:13:27
5. Edward RYDZEWSKI - 2:13:59
6. Anatolij KOREPANOW (ZSRR) - 2:15:10
7. Andrzej KANIAK - 2:15:32
8. Bogdan ŚLIWIŃSKI - 2:15:44
9. Wiesław PAŁCZYŃSKI - 2:15:51
10. Stanisław LANGE - 2:16:03
...
20. Mirosław BUGAJ - 2:19:02
Bieg ukończyło 118 biegaczy.

DĘBNO 2008:
1. Jurij GICZUN (Ukraina) - 2:10:59
2. Henryk SZOST - 2:11:59
3. Rafał WÓJCIK - 2:13:02
4. Adam DRACZYŃSKI - 2:13:26
5. Radosław DUDYCZ - 2:16:16
6. Paweł MASZEJ (Białoruś) - 2:17:11
7. Dariusz KUZDRA - 2:24:53
8. Maciej WOJCIECHOWSKI - 2:27:22
9. Piotr PRUSIK - 2:31:05
10. Monika DRYBULSKA - 2:33:42 (pierwsza kobieta w historii maratonu dębniańskiego w pierwszej dziesiątce w klasyfikacji generalnej. W 1988 roku Wanda PANFIL z czasem 2:32:23 zajęła w "generalce"... 58. miejsce.) Ot, znak czasów...
...
20. Józef PODBERESKI - 2:38:41
Bieg ukończyło 713 biegaczy.


.


.


.


.


Moja KRWAWA STOPA "zapracowała" w tym biegu na szczególne zdjęcie. I stała się tytułem felietonu ;)



.


.


.



.


Copyright 2008 Jerzy Skarżyński