O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   Zestawienia   Kalkulator

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-20

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

Takiego szczęścia jak Wójcik nie miała Ewa Brych-Pająk. Była najlepszą Polką (2:42:51 - czwarta na mecie za trzema Białorusinkami), ale mistrzynią Polski nie została! Powód? Nie jest zawodniczką zrzeszoną w PZLA! To tylko triatlonistka, a nie lekkoatletka! Tam jest licencjonowaną zawodniczką - w imprezie organizowanej przez PZLA już nie. To wystarczy, by medal MP w maratonie był nie dla niej. Szczęście uśmiechnęło się więc do szóstej na mecie Krysi Kuty, która uzyskując 2:45:03, ale wykupując licencję PZLA wykupiła możliwość walki o medale. Będąc drugą Polką... wygrała! Czyż nie mówi się, że oprócz umiejętności w życiu przydaje się też odrobina szczęścia? Krysi jej nie zabrakło, Ochalowi - niestety - tak! To jednak nie wina Krysi, że tak jest. To wina PZLA, że tak zdefiniował przepisy! Bo można też być zawodnikiem zrzeszonym, który opłacił licencję, ale zapomniał ją zabrać do Dębna i... żegnaj medalu. Gapiostwo też kosztuje! Samo życie. Czy były to jednak Mistrzostwa Polski, czy tylko Mistrzostwa PZLA?

Copyright 2005 Jerzy Skarżyński