O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   Zestawienia   Kalkulator

 .

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Forum

Linki

Kontakt



 

 

Szczecińska ekipa na tej imprezie była bardzo mocna. Startowało wielu byłych zawodników szczecińskich klubów, tych z lat 70. i 80., ale także z... pięćdziesiątych. "Nasz" najstarszy weteran, dr Leonard Spychalski, we wrześniu skończy 80 lat. Od wielu już lat staje na rozbiegu skoczni wzwyż podczas MP i ME walcząc o medale. Skutecznie! Nazwiska Sawicki, Piersiński, Radzikowski, Jurkowski Soboń, czy synów dr. Spychalskiego, Wojtka i Grzegorza, regularnie pojawiają się od wielu, wielu lat w komunikatach z imprez sportowych. Teraz weterańskich oczywiście. Nie brakuje oczywiście kobiet, ale kibicom w pamięci utkwiły raczej ich panieńskie nazwiska: Czarnecka, Kurowska, Twarowska, Adamczyk, czy Witczak. Na zdjęciu z "Czarną" (w czarnym stroju) i "Kurosią", które bez problemów zdobyły swoje kolejne trofea na dystansie 1 500 i 800 m. W jakich kategoriach wiekowych? 18 lat i trochę miesięcy, jak zawsze ;)

Na starcie stanęło ponad 20 biegaczy w kategoriach od M 35, do M 55 (starsi i kobiety biegali rano). Najbardziej dawał się we znaki upał. To główny wróg długodystansowców. Ciekawostka: sędziowie na linii startu kazali nam podczas tego upału włożyć koszulki do spodenek (takie są - podobno - przepisy), gdy właśnie luźna koszulka ułatwia "oddychanie" gotującego się organizmu. Kto nie włoży - ten nie zostanie dopuszczony do biegu - przestrzegał zdecydowanym głosem sędzia. Cóż - walka z głupotą na linii startu, to nie najlepsza forma "podbijania" adrenaliny! Jednak pierwszym ruchem po starcie było... wyciągnięcie koszulki na wierzch. Widać, że sędzia nie był długodystansowcem! Żeby tak organizatorzy pamiętali, że punkt odświeżania przy takiej temperaturze powinien być od samego startu, a nie dopiero po 5 km. Co na to przepisy?
 

Tempo biegu ustaliłem z Jurkiem Siemaszko (44 lata) na 3:24-3:25/km, czyli na wynik ok. 34 minuty. Zaczęło się wg planu: 1 km - 3:21; 2 km - 3:24; 3 km - 3:26; 4 km - 3:24. Prowadził Jurek, a pierwsze 2 km biegł za nim 51-letni Tadziu Mika (nr 164). Ja trzymałem go "krótko".

Na 3 km postanowiłem zmienić Tadzia, i wyjść przed niego. Zaczęło się dublowanie najsłabszych. Bywało, że trzeba było wbiegać niemal na 3 tor, żeby wyprzedzić biegnących obok siebie zawodników. Gdy po kolejnym wyprzedzaniu wracałem na tor przy bandzie, nagle zachwiałem się i "wdepnąłem" na metalową rurę przy bieżni. I... po biegu! Boleśnie wykręciłem stopę! Tak ważny sprawdzian zakończył się niespodziewanie już po 4100 metrach biegu. Mam tylko nadzieję, że kontuzja nie okaże się na tyle poważna, by zakłócić tok "szlifowania" formy do startu w Poznaniu. To tylko 20 dni. Jestem dobrej myśli.

Copyright 2005 Jerzy Skarżyński