|
O sobie Moje bieganie Moje książki Biegaj ze mną Zestawienia Kalkulator |
|
|
|
Rozgrzewka przenosi organizm do innego wymiaru, a już szczególnie jej ostatnia część - koncentracja. Kto nie potrafi sie skupić, tego wynik na zawodach nigdy nie będzie dużo lepszy, niż na treningu!
Na linii startu stoję już wystarczająco skoncentrowany, by podczas biegu sięgnąć do dna swoich aktualnych możliwości.
Nigdy nie byłem typem kunktatora. Tomek nie za bardzo wiedział, czego się może po mnie spodziewać (nie było mnie przecież 4 lata na zawodach) i wolał się trochę asekurować.
Wziąłem więc ciężar prowadzenia na siebie. Bardziej niż na "czajeniu" się
zależało mi na sprawdzeniu swoich obecnych możliwości. Chciałem przebiec oba okrążenia (razem ok. 7,5 km) mocnym i równym tempem, jak najszybciej. Oczywiście bardzo by mi pasowało, gdybym mógł się "wieźć" za Tomkiem. Pierwsze okrążenie zrobiłem w 13:13, mając go tuż za swoimi plecami.
Wyraźnie oderwaliśmy się od rywali, ale i tam trwała zażarta walka. Nie tylko my się dzisiaj męczyliśmy.
Tomek w końcu przekonał się, że "nie taki diabeł straszny", więc po połowie zdecydował się wyjść na prowadzenie. Poderwał się do gwałtownego ataku. Na takie fajerwerki nie byłem (jeszcze) przygotowany,
więc biegłem dalej swoim tempem, nawet nie próbując go gonić. Na mecie uzyskałem 26:40, a więc drugie koło wyszło mi w 13:27 (ale, że było ono ok. 30 m dłuższe, więc na porównywalnym odcinku uzyskałem 13:23). Nieźle, jak na ten okres przygotowań. Dość dobrze oceniłem swoją obecną dyspozycję.
Moi podopieczni: Józek, Szymek i Wojtek przyglądali się naszej rywalizacji z boku. Nie startowali, bo co innego mieli na dzisiaj zaplanowane.
Pamiątkowe zdjęcie z częścią uczestników biegu. Ich gromkie "Sto lat", odśpiewane mi z okazji imienin, było znakomitą nagrodą za ten bieg. |
|
Copyright 2005 Jerzy Skarżyński |