O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   LA-Statystyka   Kalkulator

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

Zbiórka o 8:00, potem „studencki kwadrans” dla spóźnialskich, więc na trasę wyruszyliśmy o 8:15. 18 osób, a wśród nich aż dwóch zwycięzców Maratonu Pokoju z Warszawy – ja (’89) i Irina Hulanicka (’84 – przykucnięta po mojej prawej ręce). 

MTM (drugi od lewej) kolejny raz musiał tłumaczyć się ze swego niesamowitego wyniku z Paryża, gdzie biegł w ostatnią niedzielę. Ale 2:59:56 (!) wymagało „tłumaczenia”. Myślę, że można by o tym napisać niezłe opowiadanie – horror z happyendem. Może kiedyś to zrobię? Co ciekawe, na pierwszych kilometrach nie mówiło się jednak zbyt dużo o bieganiu. Dominował temat... wspinaczkowy. Czyżby bieganie było tylko rozgrzewką dla przyszłych himalaistów?

Żeby opuścić Las Bielański i „przebić” się do Parku Młocińskiego, trzeba przebiec nad trasą gdańską. Biegacze są górą! I w przenośni, i dosłownie.

Sceneria Parku Młocińskiego jest niesamowita, szczególnie z poranną mgiełką w tle. Jest niemal tak samo fajnie jak w szczecińskim Lasku Arkońskim, gdzie biegam na co dzień ;-)) Chce się żyć!

FREDZIO wyłamał się szybko z grupy. Biegał zabawę biegową. Czyżby planował „rozwalić” Hamburg, albo Wiedeń? Zdawało mi się, że słyszałem z jego ust kilka słów po niemiecku. Czyżby ćwiczył też język? Ale może się przesłyszałem. 

Podczas ćwiczeń gimnastyki rozciągającej PIT pokazał swoje atuty. Skąd jest tak mocno porozciągany? Powiedział, że codziennie w tej pozycji myje zęby. Muszę spróbować.

KOCIEMBA lubi i umie mówić. Jeśli do tego włączy pracę rąk, powstaje arcydzieło! Żal, że spotykamy się tak rzadko. Można go też poczytać. Zarknijcie do www.sbbp.pl. Warto!

Copyright 2005 Jerzy Skarżyński