|
O sobie Moje bieganie Moje książki Biegaj ze mną LA-Statystyka Kalkulator |
|
|
|
Zbiórka
o 8:00, potem „studencki kwadrans” dla spóźnialskich, więc
na trasę wyruszyliśmy o 8:15. 18 osób, a wśród nich aż dwóch
zwycięzców Maratonu Pokoju z Warszawy – ja (’89) i Irina
Hulanicka (’84 – przykucnięta po mojej prawej ręce).
MTM
(drugi od lewej) kolejny raz musiał tłumaczyć się ze swego
niesamowitego wyniku z Paryża, gdzie biegł w ostatnią niedzielę.
Ale 2:59:56 (!) wymagało „tłumaczenia”. Myślę, że można
by o tym napisać niezłe opowiadanie – horror z happyendem. Może
kiedyś to zrobię? Co ciekawe, na pierwszych kilometrach nie mówiło
się jednak zbyt dużo o bieganiu. Dominował temat... wspinaczkowy.
Czyżby bieganie było tylko rozgrzewką dla przyszłych himalaistów?
Żeby
opuścić Las Bielański i „przebić” się do Parku Młocińskiego,
trzeba przebiec nad trasą gdańską. Biegacze są górą! I w przenośni,
i dosłownie.
Sceneria
Parku Młocińskiego jest niesamowita, szczególnie z poranną mgiełką
w tle. Jest niemal tak samo fajnie jak w szczecińskim Lasku Arkońskim,
gdzie biegam na co dzień ;-)) Chce się żyć!
FREDZIO
wyłamał się szybko z grupy. Biegał zabawę biegową. Czyżby
planował „rozwalić” Hamburg, albo Wiedeń? Zdawało mi
się, że słyszałem z jego ust kilka słów po niemiecku. Czyżby ćwiczył
też język? Ale może się przesłyszałem.
Podczas
ćwiczeń gimnastyki rozciągającej PIT pokazał swoje atuty. Skąd
jest tak mocno porozciągany? Powiedział, że codziennie w tej
pozycji myje zęby. Muszę spróbować.
KOCIEMBA lubi i umie mówić. Jeśli do tego włączy pracę rąk, powstaje arcydzieło! Żal, że spotykamy się tak rzadko. Można go też poczytać. Zarknijcie do www.sbbp.pl. Warto! |
|
Copyright 2005 Jerzy Skarżyński |