O sobie   Moje bieganie   Moje książki   Biegaj ze mną   LA-Statystyka

 

Aktualności

O sobie

Notatki

1972-1979

1980-1984

1985-1989

1990-1999

2000-2004

Galeria

Archiwum

Linki

Kontakt



 

Pogoda nie dopisała. Pierwszy śnieg - TAK! Temperatura powyżej zera - NIE!!! Śnieg topniał w oczach i biegliśmy w chlapie po kostki.
Umówiłem się na ten trening z Elvisem (moim byłym podopiecznym z klubu - przyjechał autobusem prawie 20 km z Osiedla Bukowe!) oraz z Grzegorzem, "moim" dyntystą, który kilka miesięcy temu złapał bakcyla do biegania. Trenuje 4 razy w tygodniu, pod moją opieką szkoleniową, oczywiście. Dzisiaj jest w planie WB 18 km, do Bartoszewa.


2 km w nogach - jesteśmy przy pętli na Głębokim.


Obiegamy jezioro Głębokie z lewej strony, od ul. mjr. Hieronima Kupczyka.


Nawet w taki dzień jak dzisiejszy widoki są tu przepiękne, ale... trzeba patrzeć raczej pod nogi :(


Jesteśmy po drugiej stronie jeziora - na liczniku 4,5 km.


Dobiegamy do leśniczówki Owczary.


Mijamy ośrodek jeździecki na Bartoszewie.


Turn point - 9 km w nogach. To dawna "Dziurka u Jurka", teraz - pod "rządami" nowego właściciela - "Ranczo". W lecie trudno tu o wolne miejsce, gdyż to ulubione miejsce turystów i rowerzystów, umawiających się na pyszną karkówkę z grilla. Nigdzie nie smakuje ona tak wspaniale, jak tu :)))


W powrotnej drodze spotykamy triatlonistów z Polic na treningu kolarskim, trenujących pod okiem Przemka Burzycha (z lewej).


Towarzyszyli nam 3 km, aż do ul. Jaworowej. Nagadaliśmy się, bo zebrało się kilka tematów, a dawno nie było okazji do bezpośredniego spotkania (Przemek kiedyś u mnie biegał - teraz trenuje "młodych").


Dobiegamy do ul. Zegadłowicza, przy kościele na Głębokim.


Znów jesteśmy przy pętli na Głębokim - przebiegliśmy już 16 km. Nasza pętla się "zapętliła" przy pętli tramwajowej :)))


Droga do Toru Kolarskiego. Ciut wcześniej zakończyła się jednak - obowiązkowa! - gimnastyka rozciągająca. W ciszy leśnej.


Tor Kolarski. Tu czuję się jak w domu. Wszak mieszkałem i trenowałem tu przez 6 lat w latach 80., w okresie mego zawodowego biegania.


KOOONIEC! Po półtorej godziny śniegu ani widu, ani słychu.
Fakt, było mniej przyjemnie (chlapa, brak słońca), ale jednak... przyjemnie! Za tydzień kolejna wycieczka. Przynajmniej 20-kilometrowa :)))


Copyright 2007 Jerzy Skarżyński