|
O sobie Moje bieganie Moje książki Biegaj ze mną LA-Statystyka |
|
|
|
Pogoda nie dopisała. Pierwszy śnieg - TAK!
Temperatura powyżej zera - NIE!!! Śnieg topniał w oczach i biegliśmy w chlapie po kostki.
2 km w nogach - jesteśmy przy pętli na Głębokim.
Obiegamy jezioro Głębokie z lewej strony, od ul. mjr. Hieronima Kupczyka.
Nawet w taki dzień jak dzisiejszy widoki są tu przepiękne, ale... trzeba patrzeć raczej pod nogi :(
Jesteśmy po drugiej stronie jeziora - na liczniku 4,5 km.
Dobiegamy do leśniczówki Owczary.
Mijamy ośrodek jeździecki na Bartoszewie.
Turn point - 9 km w nogach. To dawna "Dziurka u Jurka",
teraz - pod "rządami" nowego właściciela - "Ranczo". W lecie trudno tu o wolne miejsce, gdyż to ulubione miejsce turystów i rowerzystów, umawiających się na pyszną karkówkę z grilla. Nigdzie nie smakuje ona tak wspaniale, jak tu :)))
W powrotnej drodze spotykamy triatlonistów z Polic na treningu kolarskim, trenujących pod okiem Przemka Burzycha (z lewej).
Towarzyszyli nam 3 km, aż do ul. Jaworowej. Nagadaliśmy się, bo zebrało się kilka tematów, a dawno nie było okazji do bezpośredniego spotkania (Przemek kiedyś u mnie biegał - teraz trenuje "młodych").
Dobiegamy do ul. Zegadłowicza, przy kościele na Głębokim.
Znów jesteśmy przy pętli na Głębokim - przebiegliśmy już 16 km. Nasza pętla się "zapętliła" przy pętli tramwajowej :)))
Droga do Toru Kolarskiego. Ciut wcześniej zakończyła się jednak - obowiązkowa! - gimnastyka rozciągająca. W ciszy leśnej.
Tor Kolarski. Tu czuję się jak w domu. Wszak mieszkałem i trenowałem tu przez 6 lat w latach 80., w okresie mego zawodowego biegania.
KOOONIEC! Po półtorej godziny śniegu ani widu, ani słychu. |
|
Copyright 2007 Jerzy Skarżyński |